OSTATNIO CZYTANE

NIEZAPOMNIANA LEKCJA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYPRAWA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYPRAWA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2015

ANNAPURNA IV 2015 - "(...) przede wszystkim wrócić do domu (...)"


Dzisiaj z radia dowiedziałem się o polskiej ekspedycji himalaistycznej, której celem jest wytyczenie drogi na niezdobytym południowo-zachodnim filarze Annapurny - 7525 m n.p.m.). 

Pewnie będzie o niej głośno. Oby z powodu pomyślnego zakończenia wyprawy (bez względu na wynik).


Panowie z pewnością są amatorami mocnych wrażeń i poszukiwaczami przygód, śmiałkami, "wariatami" i "szaleńcami" porywając się na takie ściany. Ale wierzę, że przemyśleli swój - bądź co bądź ambitny - zamiar i korzystając ze zdobytego wcześniej doświadczenia nie okażą się ryzykantami i wrócą - czy to jako zdobywcy czy też jako ci, którym się nie udało ale żyją...



"(...) przede wszystkim wrócić do domu, bo to jest prawdziwe zwycięstwo."


               mówi o planowanej ekspedycji Marcin YETI Tomaszewski na YT

A tymczasem zajrzałem na stronę Marcina i przeczytałem m.in. ten tekst, który może nie jest odkrywczy ale bardzo trafnie opisuje bardzo niekorzystne zjawisko "bańki mydlanej"... Polecam

http://marcintomaszewski.com/art/267/w_mydlanej_bance

wtorek, 14 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (7)

- ZAKOPANE W DESZCZU I CHMURACH


Pogoda wymusiła na nas sposób spędzenia ostatniego dnia w stolicy Tatr. Tak jak na początku deszcz i niemal całkowite zachmurzenie.

W tej sytuacji zabraliśmy parasole i wyruszyliśmy z naszej bazy w Kościelisku do Zakopanego. 

Na początek wizyta w Muzeum Tatrzańskim. Byłem tu po raz pierwszy, choć w Zakopanem już po raz kolejny (w tym roku po raz drugi). 

Z zainteresowaniem obejrzałem liczne i naprawdę ciekawe eksponaty i wystawy. Poniżej kilka takich, które najbardziej wpadły mi w oko.


Z nieukrywaną satysfakcją zrobiłem sobie zdjęcie przed gablotą z fauną Tatr. W naturze pewnie nigdy się to nie zdarzy...

                                                         ryś z Rysiem

I jeszcze kilka innych eksponatów przed wyjściem z budynku...


Pod koniec wycieczki zdecydowaliśmy się na dość karkołomny wyczyn: wycieczka kolejką na Gubałówkę. Po dotarciu na szczyt w pogodzie oczywiście nic się nie zmieniło. Najlepiej widać to na zdjęciach.


Potem już tylko powrót w strugach deszczu...

Jednak mamy wiele powodów do satysfakcji. "Wyrwaliśmy" pogodzie, co się dało i to, co udało nam się zobaczyć, wystarczy. Tym razem, bo przecież będą następne...


niedziela, 12 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (6) - POD REGLAMI

- DOLINA ZA BRAMKĄ

                                     Kierdel  widziany z Drogi Pod Reglami

Prosto z Doliny ku Dziurze udaliśmy się Drogą pod Reglami w kierunku Doliny za Bramką.

Wbrew opinii niektórych oba te miejsca (drugie zwłaszcza) zasługują na większą uwagę, w szczególności tych turystów, którzy preferują niewyczerpujące, łagodne a przy tym urokliwe górskie trasy spacerowe.

Dochodząc do strzałki Dolina za Bramką zauważyłem dwoje ludzi przyglądających się tabliczce informacyjnej i raczej zdecydowanych odejść niż zaryzykować wejście w nieznane. Ponieważ byłem tu zaledwie dwa miesiące wcześniej z pełnym przekonaniem poleciłem nieznajomym odwiedzenie tego uroczego zakątka. 

Miejsce to kojarzę z wąwozem Homole w Pieninach. Różnica zasadnicza polega na tym, że tutaj, w Tatrach strzeliste, ostro zarysowane skały pokazują się w całej krasie. Nie przesłaniają ich drzewa, które w Homolach wyrosły już dość okazale i w dużym stopniu przesłaniają piękno surowych skał. Warto się tu zatrzymać co kilka kroków, żeby dla zabawy, uruchamiając wyobraźnię, spróbować nazwać fantastyczne kształty skalistych wierzchołków (patrz link powyżej).


                                           Koniec szlaku

Wspomniani nieznajomi już po dojściu do pierwszych skał wyrazili zachwyt i podziękowali za zachętę do odwiedzenia doliny, a zapytani pod koniec w drodze powrotnej o ocenę zakątka w skali od 1 do 5, bez zawahania dali "piątkę"...

Jeszcze raz pragnę polecić to miejsce, zwłaszcza dla rodzin z małymi nawet dziećmi oraz osób starszych z ograniczeniami w chodzeniu. Naprawdę warto.

sobota, 11 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (5) - POD REGLAMI

- JASKINIA DZIURA


Góry. Krótkie słowo. Cztery litery (w języku polskim). Ale dla każdego pojemność tego słowa jest inna. Na góry można spoglądać z oddali i z bliska, z dołu i z góry. W górach można chodzić po górach i po dolinach. Doliny to też w pewnym sensie góry, bo niejedna z nich wymaga całkiem sporej wspinaczki... (jak chociażby Dolina Strążyska położona ponad 1000 m n.p.m.)

JASKINIA DZIURA zwana też Zbójecką Jamą jest dostępna na wysokości 1020 m n.p.m. ale podchodzi się do niej dość łagodnie wspinając się wzdłuż Doliny ku Dziurze.

Wejście wygląda dość tajemniczo. W zależności od naświetlenia promieni słonecznych wpadających głównie przez znajdujący się "na suficie" otwór klimat we wnętrzu jaskini jest albo surowy i chłodny (także z powodu dużej wilgoci panującej wewnątrz) albo bardziej przyjazny i zachęcający do wejścia w głębsze partie skał.


Po raz pierwszy byłem tu w czerwcu tego roku. Wówczas, mimo słonecznej pogody, wewnątrz panował dość gęsty mrok. We wrześniu promienie słoneczne, ku mojemu zdziwieniu, ładnie rozświetliły wnętrze jamy.


Nie byłem przygotowany na głębszą eksplorację (chociażby latarka) więc wszedłem tylko nieznacznie dalej niż dwa miesiące wcześniej.


Obiecałem sobie, że jeszcze tu wrócę, żeby zapuścić się nieco głębiej i zobaczyć skalne ściany w świetle latarki, może zabrać na pamiątkę jakiś drobiazg z wnętrza jaskini...

poniedziałek, 6 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (4) - SPŁYW PRZEŁOMEM DUNAJCA


Zobaczyć taki obrazek z Tatrami w oddali podczas spływu Dunajcem, to jest coś...

To był mój trzeci spływ w życiu. Każdy był inny. 
Pierwszy - po raz pierwszy - z młodszym synem. Drugi - w zeszłym roku - ze starszym. W obu przypadkach pogoda dopisała. 

Ale w tym roku była wyjątkowa widoczność i dzięki temu zobaczyłem Tatry będąc na tratwie w Pieninach. Wierzcie mi, to robi wrażenie. Co prawda miałem nadzieję po raz pierwszy zobaczyć przełom Dunajca w barwach jesieni, ale niestety w tym roku o tej porze liście jeszcze nie zdążyły zmienić swojej barwy na bardziej wyszukane kolory. Powód dość prozaiczny. Wyjątkowo wilgotne i deszczowe lato (zwłaszcza w górach) sprawiło, że naturalne o tej porze brązowienie, żółknienie, czerwienienie opóźniło się - kto wie? - pewnie o jakieś dwa tygodnie. A gdyby wcześniej pojawiły się przymrozki, to - jak powiedział flisak - "trza bedzie pocekać do psysłego roku..."

Co mi tam. Ja i tak już swój limit na ten rok wyczerpałem i nie grozi mi trzeci powrót w góry. 
A za rok? Sie zobacy...

Tymczasem przyjechaliśmy na miejsce startu polskiego spływu Dunajcem: Sromowce Niżne około 10-ej. Po skompletowaniu składu (min. 10, maks. 12 osób) wyruszyliśmy mniej więcej o 10-ej. 


Jak się okazało, tego dnia była to najlepsza pora na wyprawę. Około południa najcieplej i najwięcej słońca podczas całej trasy, chociaż na nielicznych, ocienionych fragmentach czuliśmy chłód iście jesienny. Za to widoki niepowtarzalne.


O tej porze roku nie można też spotkać czarnego bociana, niewątpliwej atrakcji Pienin, ale za to dość często widywaliśmy czaple, które przyglądały się nam z nie mniejszą ciekawością, jak my im.



I chociaż cała nasza trójka była wielce rada z atrakcji tego dnia, ja osobiście mam zamiar jeszcze kiedyś zobaczyć spływ Dunajcem w scenerii prawdziwie jesiennej...

Na koniec jeszcze słów kilka o flisakach, bez których spływ jest po prostu niemożliwy i to nie tylko z powodu ich mięśni dzierżących długie kije do sterowania tratwami. Zawsze podziwiam ich znajomość nurtu rzeki, głębszych i płytszych miejsc (od tego wszak zależy także bezpieczeństwo żeglugi wycieczek), a także w nie mniejszym stopniu talent do "bajania". Zadziwia mnie mnóstwo historyjek, dowcipów, legend i prawdziwych historii, jakie podczas każdego takiego rejsu mogłem usłyszeć. Następnym razem włączę dyktafon, żeby móc sobie potem więcej ich przypomnieć...

"Wiecie, raz se posła wyciecka z psewodnikiem na Sokolicę i psewodnik spod" - słuchaliśmy z trwogą naszego przewodnika rejsu. Byłem na Sokolicy trzy razy, więc potrafię sobie wyobrazić tę wysokość i jak przykry, a nawet tragiczny musiał to być upadek... "Ale nie martwcie sie. Wyciecka se bespiecnie wróciła i kupili se w kiosku nowy psewodnik!" - dokończył nasz flisak. Nie muszę chyba pisać, jaka była nasza reakcja...

niedziela, 5 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (3) - SKRAJNE BIEGUNY POGODY,,,


Pogoda bywa nieprzewidywalna, ale czasem zaskakuje całkiem nieprawdopodobnie.

Tak właśnie było nazajutrz po "mokrym" Morskim Oku. Od wczesnych godzin porannych góry "odkryły się" i ukazały w całej swojej krasie. Nigdy do tej pory nie widziałem tak rozległej panoramy Tatr i tak wyraźnie zarysowanych szczytów. Dodatkowym efektem był połyskujący w promieniach jesiennego słońca śnieg, który spadł w nocy z wtorku na środę. Szczęśliwi z tak nagłej i jakże upragnionej zmiany pogody, niewiele się zastanawiając ruszyliśmy w kierunku Pienin. 

Cel główny: spływ przełomem Dunajca.

Podczas naszej wyprawy mieliśmy już epizody z pomyłką trasy. Tym razem też nieco się zagalopowaliśmy. Minęliśmy Nowy Targ i korzystając ze znajdującej się w okolicy stacji zatankowaliśmy do pełna, żeby już dalej spokojnie "błądzić" bez obawy, że nagle skończy się paliwo.

Podczas tego krótkiego postoju i w drodze do Nowego Targu (a w dalszej kolejności do Nowego Sącza) roztaczała się przed nami zapierająca dech w piersiach, panorama Tatr. 

Gdzieniegdzie dało się dojrzeć nieśmiałe mgiełki w dolinach i całkiem niegroźne chmurki. Pełni nadziei jechaliśmy przed siebie chłonąc przecudne widoki, a przecież najpiękniejsze były dopiero przed nami...




czwartek, 2 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (2) - DO MORSKIEGO OKA W STRUGACH DESZCZU...


Nad Morskim Okiem byłem dwa razy: w 2009 roku - od strony Palenicy Białczańskiej i w czerwcu bieżącego roku - schodząc z Doliny Pięciu Stawów.
Nie spodziewałem się, że będę tam jeszcze raz w tym samym roku. Ale życie potrafi czasem zupełnie niespodziewanie nas zaskoczyć. Jednak bądźmy szczerzy. Ponowna wizyta w jednym z najbardziej uczęszczanych zakątków Tatr była wcześniej zaplanowana, tyle że nigdy bym nie przypuszczał, że zdobędę się na taki spacer w strugach jesiennego deszczu. 

No właśnie. Nie tak sobie wyobrażałem pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. O ile ja mogłem się jakoś z tym pogodzić (kolejna wizyta nad Morskim Okiem), to w żaden sposób nie umiałem zaakceptować takiego obrotu sprawy ze względu na przyjaciół, których zabrałem na tę wyprawę. Chciałem, żeby mogli podziwiać to samo, co ja już dwukrotnie wcześniej, ale w zdecydowanie lepszych warunkach atmosferycznych...

Chociaż - jak się później okazało - w trakcie dojścia i po dotarciu do celu mieliśmy i tak aurę najlepszą z możliwych ("najlepszą" wydaje mi się mimo wszystko niezbyt trafnym określeniem). Dowodem tego niech będą nieliczne zdjęcia, które udało mi się zrobić (niektóre w dość karkołomny sposób trzymając w jednej ręce parasol, a w drugiej aparat):


Ciekawe, że takich jak my entuzjastów spacerów "na mokro" było tego dnia nadspodziewanie więcej niż się spodziewaliśmy. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe, rzekłbym - tłumy. 

Powoli zbliżaliśmy się do naszego celu. 

Chmur z każdą chwilą przybywało. I niestety nie były to po prostu chmury, ale ciężkie, złowrogie i niezwiastujące poprawy pogody na najbliższe kilka godzin - chmury deszczowe. 

W końcu stanęliśmy do zdjęcia - na chwilę odkładając parasole (w tamtym momencie taki manewr nie groził jeszcze całkowitym przemoknięciem).



Widok na ostro zarysowane szczyty, m.in Rysy, przysłaniały skutecznie chmury i mgła sącząc nieprzebrane zasoby wody, której tego lata i tak było aż nadto. Dobrze, że chociaż dane nam było (może zwłaszcza moim przyjaciołom) zobaczyć całą powierzchnię jeziora. 

Czarny Staw pod Rysami był dla nas tego dnia całkowicie poza zasięgiem. Próba wejścia tam byłaby niebezpieczna i pozbawiona satysfakcji zarazem. Nieliczni zdeterminowani turyści, którzy zdecydowali się na taki krok, z pewnością niewiele mogli zobaczyć spoglądając w dół oraz wokół siebie. Przy pięknej pogodzie i widoczności krajobraz z tego miejsca jest naprawdę urzekający. 



Mieliśmy też ambitny plan, żeby obejść Morskie Oko dookoła i nawet zeszliśmy na dół, skierowaliśmy się na szlak. Ale dość szybko nasz zamiar "ostudził" coraz bardziej uporczywy deszcz, a chwilami ulewa... Chcąc nie chcąc udaliśmy się w drogę powrotną, żeby jeszcze bardziej nasiąknąć. 

Na trasie do Palenicy Białczańskiej nakręciłem tylko krótki film z hukiem Wodogrzmotów Mickiewicza wzmocnionym przez nieustannie padający deszcz, korzystając z ochrony parasola trzymanego przez jeszcze bardziej przemoczonego niż ja, towarzysza.



Doszczętnie przemoczeni, ale autentycznie szczęśliwi dotarliśmy do samochodu, zrzuciliśmy na wylot przemoknięte kurtki do bagażnika i wciąż mokrzy wsiedliśmy do auta. Na kwaterze obowiązkowy gorący prysznic, suche ciuchy, gorąca herbata, czosnek i coś ekstra na wzmocnienie oraz w ramach profilaktyki przeziębieniowej... 

Na następny dzień prognozy zapowiadały słońce i bezchmurne niebo. Aż trudno uwierzyć po tym, co nas spotkało dzisiaj...

Kilka godzin snu dzieliło nas od spełnienia się tej niewiarygodnej - zdawałoby się - zapowiedzi...


niedziela, 14 września 2014

NA GRANICY PÓR ROKU



Kalendarzowa jesień tuż, tuż...

W moim życiu to może być wyjątkowy początek jesieni i wyjątkowy rok obcowania z ukochanymi górami...

W ostatnim dniu kalendarzowego lata wyjeżdżam z przyjaciółmi do Zakopanego (po raz drugi w tym roku!). W pierwszym dniu kalendarzowej jesieni powinniśmy się zameldować na kwaterze w Kościelisku. A potem bardzo dużo będzie zależało od aury...

Ale niezależnie od pogody - po raz pierwszy wybieram się w góry jesienią. I już samo to stanowi atrakcję i budzi moją ciekawość. A w planach mamy m.in.: Morskie Oko (być może też Czarny Staw pod Rysami), Droga pod Reglami, spływ przełomem Dunajca i spacer ze Szczawnicy na Słowację.

Zakładamy też możliwość zmiany szlaków, gdyby pojawiły się inne ciekawe propozycje lub pomysły.

Ekscytuje mnie perspektywa zobaczenia znanych mi miejsc w nowej szacie i w innym świetle.

Jeśli wszystko powiedzie się zgodnie z planem już wkrótce fotoreportaż i relacje z tej wyjątkowej (jeszcze zanim się zaczęła) wyprawy...

wtorek, 27 sierpnia 2013

WYPRAWA - PODSUMOWANIE


EPILOG

fragmenty recenzji z okładki:

(...) podróżowanie to nie tyle sprawa geografii, ile stan umysłu. Bo przecież życie jest podróżą. I to od nas zależy, jak ta podróż będzie wyglądała. Marek pokazuje, jak wyciągać wnioski z życia, jak przetrawić doświadczenia i jak, wykorzystując te wszystkie narzędzia, osiągnąć cel. Zmusza nas do zadawania sobie pytań. Prostych. Dziecinnych. I niesamowicie istotnych. Takich samych, jaki on sam sobie zadał. I czasami prostota tych pytań wkurza... :)

                                                                                     EDI PYREK

Książka ta odpowiada na pytanie, jak będąc samemu w drodze nie czuć się samotnym (...) Polecam! Także jako inspirację.

                                                              MARTYNA WOJCIECHOWSKA

Do tych dwóch fragmentów recenzji książki Pana Marka chciałbym i ja dodać moją, a mogłaby ona brzmieć mniej więcej tak:

WYPRAWA to była dla mnie szczególna. Chociaż tematy poruszone w niej w znakomitej większości były i są mi nieobce a nawet bliskie, ujęła mnie prostota przedstawienia spraw skomplikowanych i przekonanie o słuszności prezentowanych zagadnień wynikające z głębi przemyśleń, doświadczeń własnych i innych osób, z którymi spotkał się na swojej drodze życiowej autor, podróżnik i człowiek taki, jak każdy z nas... Każdy czytelnik może odnaleźć na poszczególnych kartach WYPRAWY swoje własne pytania, dylematy, problemy, praktyczne rady i wskazówki dla siebie, jeśli zdecyduje się przeanalizować poszczególne etapy osobistej, szeroko pojętej wyprawy, jaką jest nasze życie.
Pan Marek nie daje gotowych recept ani rozwiązań dla każdej sytuacji, która może nas spotkać, ale podpowiada, jak można przebrnąć przez wiele meandrów wyprawy zwanej życiem. O ile jesteśmy gotowi podejść do tego kreatywnie i z pełnym zaangażowaniem licząc się z tym, że niejednokrotnie trzeba będzie samemu stanowczo "wziąć byka za rogi" albo innym razem uznać, że warto pójść na kompromis lub zmienić nastawienie - możemy liczyć na sukces całej wyprawy lub jej poszczególnych etapów. Z lektury książki przebija przeświadczenie, że naprawdę wiele od nas zależy pod warunkiem, że się nie poddamy przy pierwszym niepowodzeniu...

GORĄCO POLECAM WYPRAWĘ MARKA KAMI¦ŃSKIEGO WSZYSTKIM CZYTELNIKOM!
                                                                                       rikardo


Marek Kamiński - WYPRAWA

"Jeżeli (...) możemy mieć w naszym życiu coś trwałego, to jest to tym, co daliśmy innym."

Marek Kamiński

ROZMOWA 42 (OSTATNIA)



RAZEM NA BIEGUN 

"Jeśli wyprawa powiedzie się (...) może ktoś na świecie o tym napisze. Ale jeśli coś się stanie, to na pewno będą o tym pisać wszyscy."

To smutne, ale niestety taka jest prawda o dzisiejszych mediach. Im bardziej dramatyczny przebieg jakiegoś wydarzenia, im więcej ofiar, bardziej szokujący temat, tym większe zainteresowanie mediów obliczonych na sensację. "Zwykli" ludzie, "zwyczajne" wydarzenia nie są medialne, bo brak im pikanterii, tak potrzebnej w dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie...

"(...) jest mi miło, że zrobiłem parę fajnych rzeczy, ale realna sfera to dla mnie wczoraj, dzisiaj i jutro. Wczoraj to nawet ostatnia noc, dzisiaj to jest dzisiaj, najbardziej realna realność, a jutro to kilka najbliższych dni. Przeszłość nie ma szczególnego wpływu na moje działania, jeśli oczywiście nie liczyć doświadczeń, które zdobyłem."

Te "parę fajnych rzeczy", które Pan zrobił, mają tę szczególną wartość, że oprócz tego, iż zrobił je Pan dla siebie, to również w dużej mierze dla innych, a czasem głównie dla nich (Jasiek Mela). A doświadczenia, które Pan zdobył robiąc te "fajne rzeczy" mają tę dodatkową wartość, że dzieląc się nimi z innymi pobudza Pan ich do aktywnego działania na rzecz własnej wyprawy zwanej życiem i pozwala uniknąć błędów, rozczarowań, porażek...

"Człowiek idzie do celu i odkrywa, że tak naprawdę ważna jest droga, chce być silny, a przekonuje się, że siła tkwi w słabości, w ogóle na coś nie liczy, a właśnie to dostaje w prezencie, kieruje się kompasem, który wskazuje tylko jeden północny kierunek, a kompas z czasem zmienia się w różę wiatrów, która obejmuje cały horyzont."

Czyli innymi słowy, tak jak niejednokrotnie już Pan wspominał: życie potrafi zaskakiwać i jest bardziej nieprzewidywalne niż mogłoby się nam wydawać. Warto się nie poddawać słabości, warto nie zakładać pesymistycznie tylko najgorszego, jeśli zmierzamy do jakiegoś celu może się okazać, że "przy okazji" pojawią się inne, o których nawet nie myśleliśmy albo wydawały się poza naszym zasięgiem...

(...) staram się co rano biegać czy jeździć na rowerze. I przekonałem się, że niesamowicie poprawia to jakość życia. Ta jakość jest zależna od nowych dobrych nawyków."

Podoba mi się to zdanie, że jakość naszego życia zależy od dobrych nawyków. Ważne jest, żeby były one dobre, chociaż może się wydawać, że niewiele znaczą, okazuje się, że kapitalnie wpływają na różne aspekty naszego życia. Dlatego warto szukać "dobrych" nawyków i się ich trzymać...

"Nie (...) trzeba robić coś na siłę, tylko dlatego, (...) że robią to inni."

... bo możemy zrobić sobie zwyczajnie krzywdę...

(...) zapominamy o własnym wnętrzu, o tym, że ono istnieje równie realnie jak zewnętrzna rzeczywistość. (...) Nie szukamy chwil dla siebie we własnym życiu (...) próbując ze sobą rozmawiać."

"Dla mnie (...) samotne wyprawy [były] (...) moim przebywaniem ze sobą. Łatwość, dostępność i wielość wrażeń sprawiają dzisiaj, że zapominamy w tym wszystkim o sobie. Piętnaście minut dziennie byłoby dostępną dla wszystkich wewnętrzną podróżą."

"Obawiamy się sytuacji bycia ze sobą sam na sam. Piętnaście minut nicnierobienia wydaje nam się straszną karą, chociaż polega tylko na przebywaniu w pokoju i patrzeniu, co robi z nami czas. Uspokajamy się wtedy i wypływa na powierzchnię to, co jest w nas głębiej. Często okazuje się to czymś innym niż to, co sami o sobie myślimy (...)".

To bardzo ważne przypomnienie, żebyśmy starali się przynajmniej od czasu do czasu niejako "wejść w siebie", zatrzymać się na chwilę w pędzie życia, pomyśleć o sobie i dla siebie czyli spróbować ze sobą "porozmawiać", żeby "poprzebywać ze sobą"... 

Warto wziąć sobie do serca Pana zachętę, żeby wybrać się na "wewnętrzną podróż", wyprawę w głąb siebie... 

Sam na sam ze sobą przez piętnaście minut dziennie jako recepta na lepsze życie to ciekawa rada dla każdego. A co ważniejsze, każdego z nas chyba na to stać... Powinniśmy sobie ofiarować chociaż tyle. Warto "uszczknąć" tę odrobinkę dla siebie tym bardziej, jeśli pomoże nam poprawić komfort szarej codzienności... 

"Lepiej (...) od razu założyć, że jeśli nie osiągniemy tyle, ile chcielibyśmy, przynajmniej zdobędziemy doświadczenie i tym także można się cieszyć."

Takie założenie wbrew pozorom nie jest ograniczeniem, bo zdobywanie doświadczenia zawsze rozwija i daje satysfakcję.

"Trzeba mieć wewnętrzny kompas ustawiony na prawdziwy cel, wtedy unika się pomyłek i rozczarowań."

"Tak to już jest, że dopiero późniejsze życie pokazuje nam coś niewidocznego wcześniej, powoduje, że zaczynamy to w pełni doceniać i rozumieć konsekwencje."

Kiedy ktoś nam mówi, że coś jest możliwe dopiero "z wiekiem", jakoś trudno to pojąć. Musi upłynąć TEN CZAS, żeby to do nas dotarło...

"Pomagać innym jest i łatwo, i trudno. Łatwo, bo cały świat potrzebuje pomocy, trudno, bo trzeba się za to zabrać. Musimy znaleźć taką formę, która nam odpowiada. (...) wiele osób pomaga innym i wiele potrzebuje pomocy, media nagłaśniają tylko wybrane akcje."

Dodatkową trudność stanowi fakt, że niektórzy - choć rozpaczliwie pomocy potrzebują - wcale nie kwapią się jej przyjąć, a wręcz ją odtrącają. To paradoks, ale coś takiego się zdarza. Trzeba naprawdę silnej motywacji, żeby się nie zniechęcić i dalej "robić swoje"...

"Jeśli nie robimy niczego złego, to nie jest z nami najgorzej. Myślę, że pomaganie innym wprowadza harmonię w naszym życiu. Mam poczucie, że to właściwie zainwestowany czas. Nie odnosi się żadnej materialnej korzyści, ale zyskujemy coś więcej. Korzyści materialne szybko znikają, a tutaj otrzymujemy coś bardzo trwałego. Faktu, że pomogliśmy innym, nie zmieni nic. Dobro nie znika, zawsze możemy do niego wrócić. (...) tego, że pomogliśmy innym, nikt i nic nam nie odbierze. To coś trwałego. (...) To co robimy dla innych powstaje pomiędzy mną a innymi ludźmi. Nawet jeśli ktoś zakwestionuje cały nasz dorobek i nas samych, nie będzie mógł zakwestionować pomostów dobra. (...) nikt nie może tego zanegować, nawet my sami. (...) nie będziemy mogli zakwestionować tego, że dzięki nam ktoś ma lepsze życie. To na zawsze pozostanie. Jeżeli (...) możemy mieć w naszym życiu coś trwałego, to jest to tym, co daliśmy innym. Wartość, wydawałoby się, bardzo ulotna, a paradoksalnie okazuje się bardzo trwała. (...) dodatkową wartością, możliwością wyjścia poza horyzont osiągnięć jest dzielenie się sobą z innymi. (...) Mniej mnie przez to widać, ale daje mi to poczucie spełnienia, dobrego wykorzystania danego czasu, sensu życia. (...)"

"Pomaganie innym wprowadza harmonię w naszym życiu." Wspaniale jest móc pomagać innym. Czasem jednak bywa tak, że najbliżsi np. sędziwi, chorzy rodzice stanowczo sprzeciwiają się, żeby któreś z ich dzieci im pomagało... 
"Tego, że pomogliśmy innym, nikt i nic nam nie odbierze." Dobro wyświadczone innym to najpewniejsza waluta.

"Każdy dzień ma swój wewnętrzny kompas. Horyzont cały czas się rozszerza, o ile tylko człowiek nie zamknie się w pudełku i nie przyjmie schematu, że tym, tym i jeszcze tamtym nie warto się interesować, bo nic z tego nie wynika. Oczywiście nie wszystkim warto się interesować, ale warto poznawać ten świat."

Z pewnością warto poznawać świat. Warto być otwartym na innych, na to, co najbliżej nas, bo często zapuszczamy się w dalekie strony, podczas gdy tuż obok, na wyciągnięcie ręki jest wiele ciekawych ludzi i mnóstwo rzeczy do zobaczenia, z których istnienia czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy.


Marek Kamiński - WYPRAWA