Na Nosalu byłem przed rokiem. Ale żeby powtórka nie była dosłowna, postanowiłem wejść na szczyt inną drogą niż po raz pierwszy. Skorzystałem z podpowiedzi mieszkanki Zakopanego, w której pensjonacie gościłem. Zaproponowała mi podejście stokiem narciarskim, tak jak to nierzadko robią Zakopiańczycy. Oczywiście nie prowadzi tamtędy żaden szlak turystyczny. W tym jedynym przypadku byłem skłonny pójść obok szlaku właściwego, przekonany o tym, że droga ta w najmniejszym stopniu nie stanowi zagrożenia. Tuż przed szczytem doszedłem do oznakowanej ścieżki, którą bardzo dobrze pamiętałem z zeszłego roku, kiedy schodziliśmy tamtędy z synem po pierwszym wejściu na Nosal.
A oto zapis mojej nietypowej trasy z aplikacji Endomondo:
na Nosal po stoku narciarskim...
widzicie wydeptaną ścieżkę?
Na szczycie spotkałem kilkoro innych turystów. Przez chwilę popatrzyłem na roztaczający się wokół widok w kierunku na Giewont, Kasprowy Wierch i Kościelec.
Z Nosala zszedłem do miejsca, w którym szlak prowadził przez Polanę Olczyską na Wielki Kopieniec. Spotkałem tu samotnie wędrującą turystkę, Małgosię. Ponieważ szła w tym samym kierunku, co ja, zaproponowałem wspólną marszrutę. Zgodziła się. I tak oto w drodze na Kopieniec miałem towarzystwo. Wkrótce doszliśmy do (mojego) celu. Ale niedaleko przed szczytem udało nam się 'upolować' taki oto okaz flory.
Obuwik pospolity z rodziny storczykowatych
Po grzecznościowej usłudze fotograficznej, inaczej mówiąc zrobieniu sobie nawzajem zdjęć na tle panoramy Tatr, Małgosia udała się w dalszą drogę.
Korzystając z chwili samotności, po odejściu wszystkich znajdujących się na szczycie turystów, przez następnych kilka minut delektowałem się otaczającym mnie pejzażem.
Na wieczór prognozy zapowiadały burze i deszcz. Rozglądałem się więc i zastanawiałem, kiedy ruszyć w drogę powrotną, żeby takowa burza nie zastała mnie gdzieś na szlaku. Wolałem wrócić na kwaterę zanim ewentualnie się coś zacznie dziać.
W drodze powrotnej nie mogłem się jednak powstrzymać przed uwiecznieniem kilku nader urokliwych widoków.
Niebo ciemniało coraz bardziej. Czułem, że lada chwila może zacząć padać, błyskać i grzmieć. Energicznym krokiem schodziłem do ulicy na Toporową Cyrhlę, skąd miałem do pokoju Pod Nosalem jeszcze około trzech kilometrów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twój komentarz ukaże się po sprawdzeniu przez administratora.
Bardzo proszę o poprawne gramatycznie i ortograficznie wypowiedzi.
Dziękuję za wyrażenie opinii.