OSTATNIO CZYTANE

NIEZAPOMNIANA LEKCJA

sobota, 17 stycznia 2015

JACY JESTEŚMY MALI I CO MOŻEMY Z TĄ WIEDZĄ ZROBIĆ...

  
Nie szukaj szczęścia w gwiazdach cudzego nieba, 
kiedy własne wisi Ci nad głową ”  
                                              — J.Wejroch 

Kiedy odczuwasz radość, możesz do pewnego stopnia czuć się szczęśliwy. Gdy swoją radością dzielisz się z innymi, to taka radość jest pomnożona i wykracza poza granice czasu.

Od czasu do czasu trafiam na coś, co wywołuje u mnie refleksję - nierzadko dość głęboką. Nieraz są to materiały, linki, które ktoś mi udostępnił. Niektóre naprawdę zasługują na dłuższe zastanowienie się i skłaniają do praktycznych wniosków.

Oglądaliśmy ostatnio z moją kochaną żoną zdjęcia z poniżej zamieszczonego linku. Na koniec zapytała: 'No dobrze, ale jakie to może mieć znaczenie, po co to i komu zda się takie porównywanie rzędu wielkości, które aż nadto są od siebie oddalone, że właściwie wydaje się iż nie mają żadnego odniesienia do nas? No może jeszcze nas jako ludzkości ale przecież nie do każdego z nas z osobna.

Odpowiedziałem zdecydowanie: Otóż ma znaczenie i głęboki sens. Inna rzecz, że mało kto tak na to patrzy: głęboko, wnikliwie a przede wszystkim PRAKTYCZNIE. Jeśli spojrzymy na te obrazy z respektem do ogromu CAŁEGO NASZEGO OTOCZENIA to okazuje się, że wniosek nasuwa się jeden: skoro wobec tak niewyobrażalnych skali wielkości jesteśmy właściwie NICZYM, to czy cokolwiek od nas zależy i czy możemy mieć na cokolwiek jakikolwiek wpływ? ZDECYDOWANIE TAK!

Zamiast skupiać się na osiągnięciu czegoś, co w rzeczy samej jest NIEOSIĄGALNE z powodu niezliczonych ograniczeń, którym podlegamy jako jednostki i jako ludzkość, właśnie na nas samych przede wszystkim powinniśmy się skupić. A ściślej mówiąc, nie dosłownie NA SOBIE a raczej na naszych najbliższych, których szczęście i najmniejszy uśmiech jakże często i jakże bardzo OD NAS zależy.

Jednak, żeby sobie to w pełni uświadomić koniecznie trzeba WEJRZEĆ W SIEBIE, ROZEJRZEĆ SIĘ WOKÓŁ SIEBIE, uwierzyć, że WARTO zrobić tyle, na ile nas stać, żeby w oczach naszych kochanych najbliższych choć przez chwilę zabłysło słońce... Zwłaszcza w te krótkie i pochmurne dni...

http://justsomething.co/these-25-pictures-will-make-you-completely-re-evaluate-your-existence/

i jeszcze jeden link:

http://htwins.net/scale2/lang.html

piątek, 7 listopada 2014

ENGLISH EXPERIENCE


     Mam za sobą dość osobliwe doświadczenie.

     W środę (5.11.2014) razem z żoną wybraliśmy się na Uniwersytet Gdański, na wykład o literaturze amerykańskiej (oczywiście po angielsku). 

    Od kilkudziesięciu lat utrzymuję kontakt z moją nauczycielką polskiego z lat licealnych, Panią Ewą. Jej córka jest wykładowcą na Wydziale Filologii Angielskiej na UG. I właśnie ona zaprosiła nas na jeden z wykładów. 

    Oboje z żoną znamy angielski na tyle, że oglądając i słuchając różne materiały w tym języku z różnym powodzeniem udaje nam się je zrozumieć. Pojechaliśmy więc zastanawiając się, jak będzie tym razem. 

     Może zaciekawi Was fakt, że po zdaniu matury złożyłem dokumenty właśnie na wspomniany wydział filologii angielskiej. Na studia jednak się nie dostałem. 

   Zbliżając się do budynku UG uświadomiłem sobie, że gdybym został przyjęty na studia, to prawdopodobnie nie poznałbym mojej kochanej żony, co pociągnęłoby za sobą cały łańcuch konsekwencji, których nie sposób ustalić. 

   Moja znajomość i kontakty z Panią Ewą i jej Córką byłyby mniej więcej takie, jak są dzisiaj, ale... No właśnie. Ale pewnie szedłbym albo przyjechał na wspomniany wykład (lub może inny) sam albo może w innym towarzystwie... 

     Tymczasem pojawiliśmy się (moja żona i ja) - 'studenci trzeciego wieku' na wykładzie dla studentów trzeciego (nomen omen) roku :-)

     A skoro tak, to zależało nam, żeby nie być tylko 'pozorantami' czy 'figurantami'. Od pierwszych słów wykładu włączyliśmy wszystkie moce naszych umysłów, maksymalnie skoncentrowaliśmy się na bądź co bądź 'obcym' dla nas (chociaż może nie do końca) języku. 

    Mimo brakujących w naszym słowniku wyrazów, z nieukrywanym zadowoleniem stwierdziliśmy, że dość dużo udało nam się zrozumieć. Ale i tak po zakończeniu wykładu mieliśmy wrażenie, że nasze mózgi "parują" od przegrzania.

    I jeszcze jedno moje bardzo osobiste doświadczenie. 

     Słuchając córki mojej Pani Profesor miałem raz po raz wrażenie, jakbym widział Panią Ewę (tablica i kreda, jak za dawnych lat) - odcienie barwy w głosie, gestykulacja, ogólny 'klimat lekcji'... Tylko jedno zasadniczo było inne. 

    Na lekcjach Pani Ewy nigdy nie byłem zmuszony do aż tak intensywnego wysiłku umysłowego. Pani Profesor mówiła do nas wszak w języku ojczystym... Tutaj bezwzględna konfrontacja z językiem obcym i na co dzień raczej nieużywanym, o nielicznych epizodach (słuchanie i oglądanie różnych, niezbyt długich materiałów po angielsku, czasem tłumaczenie) nie wspominając.

     Wrażenie ogólne jednak bardzo pozytywne. Nie czuliśmy się zniechęceni fragmentarycznym zrozumieniem treści wykładu. Nawet poprosiliśmy o wyselekcjonowanie dla nas bardziej interesujących tematów na przyszłość, bo chętnie się wybierzemy ponownie...

      I tak oto niedoszły student kilkadziesiąt lat później zasiadł w auli uczelni jako słuchacz studentem nigdy nie zostawszy i na dodatek na wydziale, na który nie został przyjęty...


    I na koniec bardzo gorąco polecam wszystkim wykłady Pani Beaty w auli 1.45 w każdą środę o godz. 15-ej. Jeśli interesuje Was język angielski jako taki lub literatura w tym języku, to warto się wybrać. 

    Przez półtorej godziny można się poczuć studentem, z tą różnicą, że bez stresu, iż kiedyś trzeba będzie zdać relację z usłyszanego wykładu...

wtorek, 14 października 2014

KOŚCIELISKO 2014 (7)

- ZAKOPANE W DESZCZU I CHMURACH


Pogoda wymusiła na nas sposób spędzenia ostatniego dnia w stolicy Tatr. Tak jak na początku deszcz i niemal całkowite zachmurzenie.

W tej sytuacji zabraliśmy parasole i wyruszyliśmy z naszej bazy w Kościelisku do Zakopanego. 

Na początek wizyta w Muzeum Tatrzańskim. Byłem tu po raz pierwszy, choć w Zakopanem już po raz kolejny (w tym roku po raz drugi). 

Z zainteresowaniem obejrzałem liczne i naprawdę ciekawe eksponaty i wystawy. Poniżej kilka takich, które najbardziej wpadły mi w oko.


Z nieukrywaną satysfakcją zrobiłem sobie zdjęcie przed gablotą z fauną Tatr. W naturze pewnie nigdy się to nie zdarzy...

                                                         ryś z Rysiem

I jeszcze kilka innych eksponatów przed wyjściem z budynku...


Pod koniec wycieczki zdecydowaliśmy się na dość karkołomny wyczyn: wycieczka kolejką na Gubałówkę. Po dotarciu na szczyt w pogodzie oczywiście nic się nie zmieniło. Najlepiej widać to na zdjęciach.


Potem już tylko powrót w strugach deszczu...

Jednak mamy wiele powodów do satysfakcji. "Wyrwaliśmy" pogodzie, co się dało i to, co udało nam się zobaczyć, wystarczy. Tym razem, bo przecież będą następne...