OSTATNIO CZYTANE

niedziela, 3 września 2017

SARNIA SKAŁA -

ze Ścieżki nad Reglami 2017 (25.06. niedziela)


"Śpiący Rycerz" o poranku...


Po przyjeździe do Zakopanego w sobotę, niedziela zapowiadała się pogodna, w związku z czym postanowiłem niezwłocznie po obiedzie wybrać się na pierwszy "spacer" dla rozruchu. Cel: Sarnia Skała, na której byłem dwa lata temu, tyle że wtedy podchodziłem tam z Doliny Białego. Tym razem zaplanowałem podejście z Kuźnic, Ścieżką nad Reglami i zejście do Doliny Strążyskiej. W 2015 roku szliśmy na ten szczyt z moim młodszym synem. Teraz  nie miałem kompana. 


Na widoczność tego dnia nie można było narzekać. Było też bardziej sucho niż przed dwoma laty. Za plecami rozciąga się panorama z Zakopanem, jak na dłoni. Bardzo przyjemny widok.


Po lewej, w oddali, panorama obejmuje Koszystą, Żółtą Turnię i Granaty.


Pomimo, że na szlaku spotkałem naprawdę niewielu turystów (przede wszystkim idących w kierunku przeciwnym do mojego), to na samym szczycie (1377) było dość tłoczno. Większość przybyła najwidoczniej z Doliny Strążyskiej. Ale ponieważ miejsce jest stosunkowo rozległe, daje szansę na dość swobodne poruszanie się i znalezienie przestrzeni na wypoczynek, konsumpcję lub zrobienie zdjęcie bez udziału innych obecnych tam turystów.






moi jedyni nieodłączni "kompani" 
wędrówek po szlakach...


Sarnia Skała, z uwagi na swoją rozległość, bardzo sprzyja przybywającym na nią gościom. Nie znaczy to jednak, że można tu zapominać o zachowaniu ostrożności. I w tym względzie mam swoje dość osobiste obserwacje. Najpierw byłem świadkiem, jak ojciec prowadził na dość eksponowaną część szczytu swojego kilkuletniego synka, zachęcając go wejścia w dość niebezpieczne rejony możliwością zdobycia "punktów" w rywalizacji z samym sobą, na którą zapewne umówił się z nim jeszcze przed wyjściem lub w drodze na szczyt. Mały z płaczem i nie bez oporów wszedł niemalże ciągnięty tam czy popychany przez tatusia, a potem kazano mu pozować do "efektownego" selfie, żeby pokazać mamie, jaki to z niego dzielny synek. 


Zaledwie zaniechałem obserwacji tatusia z synkiem, tuż przy mnie, przed skrajem szczytu, za którym ściana stromo opada w dół, pojawiły się dwa maluchy z mamusią, jak gdyby nigdy nic wspinające się niebezpiecznie na sam szczyt, ciekawe, co też tam da się zobaczyć... Struchlałem na ten widok. Tymczasem opiekuńcza mamusia zdawała się kontrolować sytuację i była dość ufna, że jej pociechy nie zapuszczą się zbyt daleko. Jednak raz po raz zachęcała je delikatnym mamusinym głosem do zachowania ostrożności. Zwracała się do nich po angielsku, ciepłym i uspokajającym tonem... Zaproponowałem, że mogę zrobić jej zdjęcie, na co z ochotą przystała. 


Potem poprosiłem, żeby zrobiła zdjęcie także mnie, ale dopiero gdy jej dzielne maluchy zejdą na dół, żeby poczekać na mamusię w bezpiecznym miejscu...


Następne zdjęcia zrobiłem już sam, starając się wybrać co ciekawsze kadry. Sami oceńcie czy mi się udało.



Po około półgodzinnym postoju na szczycie Sarniej Skały udałem się w dalszą drogę, ku zejściu do Doliny Strążyskiej.

"głowa Rycerza" widziana z Doliny Strążyskiej...

Idąc Ścieżką Pod Reglami postanowiłem powrócić do Doliny Ku Dziurze i samej jaskini Dziura. 
Zrezygnowałem z wejścia w głąb jamy z uwagi na dość śliski i osuwisty grunt. Może wybiorę się tu kiedyś na dokładniejszą penetrację, ale nieco lepiej przygotowany sprzętowo i z asekuracją osoby towarzyszącej...


Pod koniec spaceru jeszcze kolejne spotkanie z kierdlem na wypasie.




środa, 26 lipca 2017

HOMOLE - UROKLIWY WĄWÓZ W PIENINACH - 2007

PIĄTEK


Jednym z miejsc odwiedzonych przez nas w towarzystwie Pani Ewy był pieniński wąwóz Homole. Chociaż z roku na rok jego wygląd się zmienia głównie za przyczyną coraz bardziej pnących się w górę drzew, potrafi zauroczyć każdego, kto się tam znajdzie. 


właśnie na tę sosenkę rosnącą 
na szczycie skały wskazuje Pani Ewa...

Spacer doliną (zwłaszcza przy pięknej, słonecznej pogodzie) to prawdziwa przyjemność. Szum potoku Kamionka, śpiew ptaków i inne odgłosy przyrody, które nam towarzyszyły, to niezapomniane doświadczenie. Można tak zresztą powiedzieć o każdym miejscu, w którym przeżywamy choćby przez parę chwil nasze "sam na sam" z dziełem stwórczym.


Przebywanie w takiej scenerii z najbliższymi jest wartością bezcenną, czymś, czego w żaden sposób nikt nie jest w stanie nigdy nas pozbawić. Takie chwile NA ZAWSZE pozostają w naszej pamięci, w naszym sercu, w naszych myślach. Dzięki temu od czasu do czasu uświadamiamy sobie, że wciąż tam jesteśmy - chociaż nie dosłownie w sensie fizycznym, to jakby na wyższym poziomie świadomości - przez niewidoczny ślad pozostawiony przez nas w tych miejscach.






Wąwóz ma długość około 800 m. Tam gdzie podejście staje się bardziej strome pomocne są drewniane stopnie i poręcze.




















Raz po raz zatrzymuję się, żeby pochylić się nad okazami flory, przyjrzeć im się z bliska, powąchać...



Fragmenty szlaku to niemal luksusowy, jak na górskie warunki, chodnik.




Dochodzimy w końcu do Dubantowskiej Dolinki, gdzie znajduje się koszona polana, ławki i stoły dla turystów. Miejsce to świetnie nadaje się na wypoczynek, spożycie posiłku przed powrotem lub dalszą trasą prowadzącą na najwyższy w całych Pieninach szczyt Wysoka (1050 m n.p.m.). Możemy tutaj także zobaczyć charakterystyczne Kamienne Księgi, skały, na których według podań spisano losy ludzkie aż do końca świata.





Tym razem wracamy na dół. Na Wysoką wybierzemy się w niedalekiej, jak się niebawem okazało, przyszłości.